Siedzę sobie w fotelu, na kolanach trzymając podłączony komputer, popijając białą herbatę, nigdzie się nie spiesząc, nie mając w najbliższej perspektywie zrywania się z samego rana, ani jeżdżenia gdzieś po nocach tudzież załatwiania miliona spraw - REWELACJA! Tak sobie posiedzieć na 4 literach. Serio. W sumie to tylko dzisiaj - tym bardziej doceniam.
Mam okazję w końcu posłuchać sobie na spokojnie Big Elf - zespołu odkrytego dzięki Mike'owi Portnoyowi na Progressive Nation (ten wyjazd też byl z lekka na wariackich papierach - godzinę po powrocie miałam umówioną ekipę montażową na mieszkaniu, i zajęcia na 7.30 ;)). Big Elf był jedynym zespołem z PN, którego wcześniej nie znałam. Ideą Progressive Nation jest przedstawienie słuchaczom Dream Theater mniej znanych zespołów (choć np w przypadku Opeth nie bardzo widzę w tym logikę, jednak ich obecność bardzo sobie chwalę, bo w sumie to ich cześciej, niz DT słucham ;]). Wracając jednak do Big Elf - przed PN usłyszałam może ze 2 kawałki - i chyba akurat któreś mniej udane, bo nie utkwiły mi w pamięci - do tego zobaczyłam zdjęcia na tle wielkiego krzyża, pomyślałam "e, jakies chrześcijańskie pitolenie" i nie zgłębiałam tematu. Przed występem Big Elf usadowiłam się na schodkach na przeciwko sceny (swoją drogą bez sensu, że mając bilet na płytę można było sobie usiąść gdziekolwiek, a mając droższy bilet, na sektor - nie można było wejść na płytę) - kiedy tylko jako intro popłynął Imperial March zrozumiałam, że czeka nas coś ciekawego. I nie myliłam się - na scenę wprost z lat 70-tych teleportował się szalony kapelusznik wraz z kumplami. Fundamentem muzyki zespołu jest klasyka lat 70-tych, na którym to z niezwykłym wdziękiem tworzy coś oryginalnego. Dla mnie był to koncert wieczoru - wiem, że to brzmi jak bluźnierstwo biorąc pod uwagę to, co zaprezentował DT, ale na miazgę w wykonaniu DT byłam przygotowana psychicznie ;). Szkoda trochę, że nie zdążyłam na Unexpect (irytowałam się tylko słysząc z daleka dźwięki koncertu stjąc w kolejce do wejścia...). Opeth z lekka rozczarował - po koncercie w Stodole oczekiwania miałam wysokie, do tego narobiłam sobie smaka po tym, jak dowiedziałam się, że będzie coś, czego dawno nie grali... Owszem zagrali - April Ethereal - za co mają plusa, ale... Było poprawnie. Ale jakoś bez ikry - i bez ani jednego utworu z mojej ulubionej płyty ;). DT z kolei to klasa sama w sobie - choć zabrakło mi kilku utworów (aczkolwiek duży plus za Mirror). Był to mój pierwszy koncert DT i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie LaBrie, bo o brzmienie wokalu na żywo bardzo się obawiałam. Popisom, połamańcom i innym harcom nie było końca, choc momentami miało się wrażenie lekkiego przerostu formy nad treścią - za to urozmaicenia w stylu biegów dookoła perkusji czy solówek na iPodzie były słodkie ;) Mam wrażenie że ci goście wymiatają już 5. wcielenie z rzędu. Albo w ogóle urwali się gdzieś z kosmosu. Mam nadzieję, że Progressive Nation będzie powtarzany w przyszłości.
Po Progressive Nation zaczęłam zacierać łapki na Porcupine Tree (w moim mieście? OMG!) - jednak życie to sztuka wyboru. Powoli się z tym godzę. Ciężko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 10 października 2009
wtorek, 8 września 2009
AiC - A Looking In View
Przyznam, że dość sceptycznie podeszłam do informacji o reaktywacji Alice in Chains - AiC bez Layne'a? Pamiętam jak jeszcze za jego życia ubolewałam nad tym, że zespół prawdopodobnie już nie zagra razem. Dobrze pamiętam dzień, kiedy dowiedziałam się o jego śmierci - i smutek, jak tak utalentowany człowiek może przegrać życie. A potem nie wiadomo skąd Cantrell wytrzasnął jakiegoś gościa co niby ma go zastąpić, skrzywiłam się tylko i nie interesowałam więcej sprawą; po ostatnich wybrykach Chrisa Cornella ostatecznie stwierdziłam, że grunge jest martwy jak tylko martwy może być.
Tymczasem... Nowy singel jest świetny - DuVall dobrze sprawuje sięw roli nowego wokalisty, Cantrell nie porzucił swojego stylu... Nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobrze. A jeszcze dziś dowiedziałam się o tym, że AiC w listopadzie zagra w Polsce :D Aż ciarki przeszły mi po plecach - szkoda tylko, że tak drogo, no ale może się uda (już przy kupnie biletów na Prog Nation i Porcupine Tree karta kredytowa poszła w ruch, a tu jeszcze po drodze Moonsorrow, Riverside i Korpiklaani, nie mówiąc o kończeniu remontu xD).
A oto A Looking In View:
Tymczasem... Nowy singel jest świetny - DuVall dobrze sprawuje sięw roli nowego wokalisty, Cantrell nie porzucił swojego stylu... Nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobrze. A jeszcze dziś dowiedziałam się o tym, że AiC w listopadzie zagra w Polsce :D Aż ciarki przeszły mi po plecach - szkoda tylko, że tak drogo, no ale może się uda (już przy kupnie biletów na Prog Nation i Porcupine Tree karta kredytowa poszła w ruch, a tu jeszcze po drodze Moonsorrow, Riverside i Korpiklaani, nie mówiąc o kończeniu remontu xD).
A oto A Looking In View:
niedziela, 23 sierpnia 2009
Therion - Nifelheim
Czasem bywa dziwnie. Np jak w przypadku tego kawałka. Dawno, dawno temu, kiedy płyta "Secret of The runes" była jeszcze młoda, bardzo przypadł mi do gustu. Irytowało mnie jedynie okrutnie to, że totalnie nie wiem o co w nim chodzi, a tego nie lubię. Ok, wstęp po angielsku niby jest, ale to za mało. Szukałam po necie, ale jedyne miejsce gdzie znalazłam tłumaczenie na "cywilizowany" język, to oficjalny fanklub, oczywiście dostęp tylko dla członków. Nie powiem. Zirytowało mnie to. Pogroziłam paluchem, i stwierdziłam "ja i tak qr... kiedyś to obadam". Na pogróżkach się skończyło, po jakimś czasie albumu słuchałam jakoś rzadziej aż w ogóle zarzuciłam, i owa nieznajomość tekstu już mnie tak nie frapowała.
Ostatnio ni stąd ni z owąd, zachciało mi się posłuchać "Secret...". Przypomniawszy sobie owe rozterki, z przyjemnością zagłębiłam się w lekturze tekstu (że też wcześniej nie wpadło mi to do głowy?). Co wyczytałam to zamieszczam... Po naszemu :) (a nuż ktoś inny ma podobne rozterki a szwedzkiego się nie tyka?).
Nifel na północy
Nifel na północy
Nifel na północy
Nifel na północy
Giganci na północy
maszerują przed siebie
stworzeni ze szronu,
światła gęstych mgieł
wstają z wód Hvergelmira
ich ciała są ciężkie
a krok zdecydowany
Mglisty świat pod Helheim
Miejsce umarłych pod Helheim
Mglisty świat pod Helheim
Miejsce umarłych pod Helheim
Smok Nidhogg tutaj podgryza nasze Drzewo
11 rzek zimna wypływa z tej krainy
Heil Nifel!
Nastrand Nastrand
Nastrand Nastrand
Nifelheim Nifelheim
Nifelheim Nifelheim
Zawieramy przyjaźń z siarczystym mrozem,
i z mgłami na północy omiatającymi nasze ciało
Jörmundgang! Nidhögg!
Ostatnio ni stąd ni z owąd, zachciało mi się posłuchać "Secret...". Przypomniawszy sobie owe rozterki, z przyjemnością zagłębiłam się w lekturze tekstu (że też wcześniej nie wpadło mi to do głowy?). Co wyczytałam to zamieszczam... Po naszemu :) (a nuż ktoś inny ma podobne rozterki a szwedzkiego się nie tyka?).
Nifel na północy
Nifel na północy
Nifel na północy
Nifel na północy
Giganci na północy
maszerują przed siebie
stworzeni ze szronu,
światła gęstych mgieł
wstają z wód Hvergelmira
ich ciała są ciężkie
a krok zdecydowany
Mglisty świat pod Helheim
Miejsce umarłych pod Helheim
Mglisty świat pod Helheim
Miejsce umarłych pod Helheim
Smok Nidhogg tutaj podgryza nasze Drzewo
11 rzek zimna wypływa z tej krainy
Heil Nifel!
Nastrand Nastrand
Nastrand Nastrand
Nifelheim Nifelheim
Nifelheim Nifelheim
Zawieramy przyjaźń z siarczystym mrozem,
i z mgłami na północy omiatającymi nasze ciało
Jörmundgang! Nidhögg!
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Korpiklaani. Na mur beton
Miałam wstrzymać się od blogowania na czas sesji, no ale jak tu wytrzymać, gdy wychodzi nowa płyta Korpiklaani? Pierwszą rzeczą Korpiklaani, która wpadła mi w ręce było "Voice of Wilderness" - katowałam ją w tę i wewtę, i do niej mam największy sentyment - 2 sąsiednie płyty "Tales along this road" i "Spirit of the forrest" też lubię, ale już z taką częstotliwością ich nie słuchałam. Następne - jakoś już mi nie wpadły w ucho.. Może mi się chwilowo przejadło i potrzebowałam przerwy? Kiedy usłyszałam o wyjściu singla "Vodka", pomyślałam "Oho, tematy i piwie sie skończyły? Pewnie znów coś na jedno kopyto..." - ale płyta w kilku miejscach mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła - styl jest taki, z jakiego znamy Korpiklani, czyli humppa, metal i impreza na calego, aczkolwiek spośród ogólnego zgiełku imprezy często fajnie wybijają się gitary i zróżnicowane melodie, dużo tekstów po fińsku... Po pierwszym przesłuchaniu najbardziej w ucho wpadły mi "Mettaanpeiton Valtiaalle" (bardzo melodyjny, na wpół akustyczny kawałek, znaczny udział skrzypiec... wypas ;] ), "Bring us pints of beer" (Najbardziej chyba chwytliwy kawalek z płyty - czad co się zowie), "Humppiaan aarre" - tu z kolei riff bardzo mi przypomina "Hail to the Hammer" Tyra, w okoliczach 0:0:42 przypomina mi nawet jak cholera... Ciekawe, czy to moje skrzywienie jakieś, czy faktycznie... Za 2 tyg bedzie moze okazja zapytać ;); "Sulasilmaa" - na ten utwór też zwróciłam uwagę, dlatego, że coś mi przypominał - konkretnie coś z płyty "Vihma" Varttiny - będę musiała sprawdzić, i porównać jeszcze te dwie aranżacje - pewnie na płycie kryje się jeszcze wiele jeszcze znanych folkowych melodii, których nie zidentyfikowałam i przez to dany utwór nie zapadł od razu w pamięć. I na koniec smaczek "Kohmelo" (co ciekawe - caly kawalek wyjoikowany za który to typ wokalu bardzo cenię Jonnego Jarvela - zwlaszcza za dokonania z Finntrollem i Shamanem). A oto i Kohmelo:
A wracając do tematu sesji. Metal oczywiście zaliczony. Juto beton. Gorzej. Tak czy siak, za 2 tygodnie Korpiklaani zobaczę na żywo. Lepiej ;)
A wracając do tematu sesji. Metal oczywiście zaliczony. Juto beton. Gorzej. Tak czy siak, za 2 tygodnie Korpiklaani zobaczę na żywo. Lepiej ;)
środa, 27 maja 2009
Co mają wspólnego Eluveitie i Scooter?
Ok, oprócz tego, że niektóre zwichnięte moralnie i muzycznie jednostki lubią sobie czasem posłuchać jednego i drugiego.
Odpowiedź brzmi: Bretoński folk. O ile w przypadku Eluveitie sprawa wydaje się logiczna - za Scooterem nie do końca ;) Ostatnio trafił mi w głośniki album Alana Stivella - Again. I tak słuchając owych celtyckich dźwięków...
"zaraz zaraz..."
<> <>
SCOOTER???
a mianowicie:
What shall we drink, 7 days long.
What shall we drink, what a thirst.
So, we drink together, open the barrel.
Yes, we drink together, not alone.
Then we shall work, 7 days long.
Then we shall work, for eachother.
Then there is work for everybody.
So we work together, 7 days long.
Yes, work together, not alone.
Zagłębiając się w dalszą część płyty trafiłam na utwór "Tri martolod"
Z czymś się kojarzy? :D
Odpowiedź brzmi: Bretoński folk. O ile w przypadku Eluveitie sprawa wydaje się logiczna - za Scooterem nie do końca ;) Ostatnio trafił mi w głośniki album Alana Stivella - Again. I tak słuchając owych celtyckich dźwięków...
"zaraz zaraz..."
SCOOTER???
a mianowicie:
What shall we drink, 7 days long.
What shall we drink, what a thirst.
So, we drink together, open the barrel.
Yes, we drink together, not alone.
Then we shall work, 7 days long.
Then we shall work, for eachother.
Then there is work for everybody.
So we work together, 7 days long.
Yes, work together, not alone.
Zagłębiając się w dalszą część płyty trafiłam na utwór "Tri martolod"
Z czymś się kojarzy? :D
niedziela, 17 maja 2009
Eluveitie - Omnos
Tym razem coś o pierwszym singlu z długo oczekiwanej Arcane Dominion I. Płyta jest dość ciekawa, nietypowa jak na Eluveitie - w całości akustyczna. Całość stanowi concept album, z tekstami oczywiście po galijsku. Oprócz całości zespołu, na albumie pojawia się wielu gości.
Początkowo wywołuje mieszane uczucia ("Jak to Eluveitie? bez wykopu? Bez growlu?") - jednak po osłuchaniu i w odpowiednim czasie (czyt, gdy ma się ochotę posłuchać folku, nie metalu) - bomba.
Omnos tekstowo jest dialogiem dziewczyny i wilka - narratorką jest tu kobieta przywołująca wspomnienia z przeszłości. Tekst z tłumaczeniem na angielski:
~ Dziewczyna ~
Immi daga uimpi geneta,
lana beððos et’ iouintutos.
Blatus ceti, cantla carami.
I am a fair, pretty girl, full of virtue and youthfulness. The forest's flowers and songs I love.
~ Wilk ~
Aia gnata uimpi iouinca,
pid in cete tu toue suoine,
pid uregisi peli doniobi?
Hey, pretty young girl, what are you doing in the forest alone, so far from all beings?
~ Dziewczyna ~
Aia mape coime, adrete!
In blatugabagli uorete,
cante snon celiIui in cete!
Hey, handsome boy, come here! Let us pick some flowers in this forest together!
~ Wilk ~
N’immi mapos, immi drucocu.
In cetobi selgin agumi,
selgin blatos tou’ iouintutos.
I am not a boy, I am the bad wolf. In the woods I hunt, hunt for the flower of your youth.
~ Dziewczyna ~
Nu, uoregon, cu, uorigamos,
lamman, cu, suuercin lingamos,
indui uelui cantla canamos!
Well, wolf, let us play a game, let us dance a joyful dance, let us sing decent songs!
~ Wilk ~
Ne moi iantus gnaton uorega,
iantus drucocunos uoregon,
cante toi in medie cete.
I don't like children's games, I like playing sinister wolf games in the depths of the forest, with you.
~ Dziewczyna ~
Cu allate, papon sod urege,
eððiIo de iantu in cridie.
VediIumi: cante moi uosta!
Wild wolf, do whatever your heart longs for, but I beg you: Stay with me!
~ Wilk ~
Ne, a gnata, cante t’ usstami,
ne uostami, ne te carami.
Ne carami, nec carasumi.
No, girl, I will not abide with you, I'm not staying with you and don't love you. Never loved you.
~ Dziewczyna ~
Boua daga uimpi geneta.
Immi trouga, lana nariIas.
Vrit- me lindos dubnon -piseti.
I was a fair and pretty girl. Now I'm poor and overcome with shame. Now only the deep pond awaits me.
Początkowo wywołuje mieszane uczucia ("Jak to Eluveitie? bez wykopu? Bez growlu?") - jednak po osłuchaniu i w odpowiednim czasie (czyt, gdy ma się ochotę posłuchać folku, nie metalu) - bomba.
Omnos tekstowo jest dialogiem dziewczyny i wilka - narratorką jest tu kobieta przywołująca wspomnienia z przeszłości. Tekst z tłumaczeniem na angielski:
~ Dziewczyna ~
Immi daga uimpi geneta,
lana beððos et’ iouintutos.
Blatus ceti, cantla carami.
I am a fair, pretty girl, full of virtue and youthfulness. The forest's flowers and songs I love.
~ Wilk ~
Aia gnata uimpi iouinca,
pid in cete tu toue suoine,
pid uregisi peli doniobi?
Hey, pretty young girl, what are you doing in the forest alone, so far from all beings?
~ Dziewczyna ~
Aia mape coime, adrete!
In blatugabagli uorete,
cante snon celiIui in cete!
Hey, handsome boy, come here! Let us pick some flowers in this forest together!
~ Wilk ~
N’immi mapos, immi drucocu.
In cetobi selgin agumi,
selgin blatos tou’ iouintutos.
I am not a boy, I am the bad wolf. In the woods I hunt, hunt for the flower of your youth.
~ Dziewczyna ~
Nu, uoregon, cu, uorigamos,
lamman, cu, suuercin lingamos,
indui uelui cantla canamos!
Well, wolf, let us play a game, let us dance a joyful dance, let us sing decent songs!
~ Wilk ~
Ne moi iantus gnaton uorega,
iantus drucocunos uoregon,
cante toi in medie cete.
I don't like children's games, I like playing sinister wolf games in the depths of the forest, with you.
~ Dziewczyna ~
Cu allate, papon sod urege,
eððiIo de iantu in cridie.
VediIumi: cante moi uosta!
Wild wolf, do whatever your heart longs for, but I beg you: Stay with me!
~ Wilk ~
Ne, a gnata, cante t’ usstami,
ne uostami, ne te carami.
Ne carami, nec carasumi.
No, girl, I will not abide with you, I'm not staying with you and don't love you. Never loved you.
~ Dziewczyna ~
Boua daga uimpi geneta.
Immi trouga, lana nariIas.
Vrit- me lindos dubnon -piseti.
I was a fair and pretty girl. Now I'm poor and overcome with shame. Now only the deep pond awaits me.
piątek, 10 kwietnia 2009
Jeszcze jedno piwo w WZ (Sabaton 05.04.09)
WZ to dziwny klub jak na metalowe koncerty... Pierwszy raz tam byłam, ale nigdy więcej (o ile nie przyjedzie znów jakiśdobry zespół, wtedy ewentualnie może przeboleję...) Było okropnie gorąco (albo mi się wydawało, albo na wentylatorach skierowanych na zespół skraplała się woda na tyle szybko, że działały jak zraszacze ;), widoczność prawie zerowa, piwo drogie... No ale jak się nie ma, co się lubi, to się lub co się ma...
Supportów w ogóle nie znałam - na początku grał Witchking - średnio mi przypadło do gustu, za to następny - szwedzki Boodbound, jak najbardziej - kawał dobrego grania. Sam Sabaton rozpoczął mocnym uderzeniem z "Ghost Division" - a potem było już tylko goręcej. Mimo nikczemnego wzrostu udało mi się dostać do pierwszego rzędu. Bardzo pozytywnia zaskoczyła mnie obecność "Panzerkamf" oraz "Union" orazto, że dało nam się wywołać zespół na Bis, podczas którego zagrał "Nuclear Attack"- do pełni szczęścia jeszcze Metalizera i Unbreakable mi zabrakło, no ale z tego co widziałam, nie grywają tego raczej zbyt często. Konferansjerka Joakima również była bardzo sympatyczna (skrócony kurs szwedzkiego np ;))
Setlista:
Ghost Division
The Art of War
Into the Fire
Rise of Evil
Union
Talvisota
Cliffs of Gallipolli
Attero Dominatus
Panzer Battalion
In the name of God
Panzerkampf
Price of a mile
Primo Victoria
40:1
Meatl Machine/Crue
+Nuclear Attack
Primo Victoria:
Supportów w ogóle nie znałam - na początku grał Witchking - średnio mi przypadło do gustu, za to następny - szwedzki Boodbound, jak najbardziej - kawał dobrego grania. Sam Sabaton rozpoczął mocnym uderzeniem z "Ghost Division" - a potem było już tylko goręcej. Mimo nikczemnego wzrostu udało mi się dostać do pierwszego rzędu. Bardzo pozytywnia zaskoczyła mnie obecność "Panzerkamf" oraz "Union" orazto, że dało nam się wywołać zespół na Bis, podczas którego zagrał "Nuclear Attack"- do pełni szczęścia jeszcze Metalizera i Unbreakable mi zabrakło, no ale z tego co widziałam, nie grywają tego raczej zbyt często. Konferansjerka Joakima również była bardzo sympatyczna (skrócony kurs szwedzkiego np ;))
Setlista:
Ghost Division
The Art of War
Into the Fire
Rise of Evil
Union
Talvisota
Cliffs of Gallipolli
Attero Dominatus
Panzer Battalion
In the name of God
Panzerkampf
Price of a mile
Primo Victoria
40:1
Meatl Machine/Crue
+Nuclear Attack
Primo Victoria:
niedziela, 22 marca 2009
Anuc & the pick of Åkerfeldt (Stodoła 21 Marca - Opeth)
To było COŚ. Totalny odjazd, rewelacja, orgazm przez uszy. O mały włos bym była zaspała na pociąg, ale mając więcej szczęścia, niż rozumu, wyruszyłam "wesołym pociągiem" z Wro w kierunku Wawy, gdzie poznałam bardzo wielu zacnych młodych ludzi również podążających w tymże kierunku. Postury jestem dość lichej, jednak odpowiednia ilość wypitego piwa dodała mi gibkości na tyle, że udało mi się zająć miejsce przy barierkach - gdzie przestałam cały koncert, zamiatając szczęką podłogę. Gdy popłynęły pierwsze dźwięki Heir Apparent - i od razu wiadomo było, że mamy do czynienia z profesjonalistami, mistrzami, półbogami. Potem popłynęły (niekoniecznie w tej kolejności) Ghost of Perodition (jeden z moich ulubionych!) Godhead's Lament, The Night and the silent water (odlot!), Hessian Peel (miód na uszy!) Credence i na koniec - Deliverance - Co dopełniło dzieła rozkładania mnie na łopatki. Oprócz świetnego wykonania, za serce chwytająca była konferansjerka w wykonaniu Michaela, i kolejne solówki (wprawidze "fucking boring" ale i tak zaje...fajne :D) . Publika również dopisała - ponoć byliśmy jedną z najlepszych publiczności jakie mieli. Ucieszone miny chłopaków po odśpiewaniu pierwszej zwrotki "The Drapery Falls" były bezcenne (nie mówiąc o przeuroczym "sto lat"/"Happy birthday" - co z tego, że za rok ;)). Zabrakło mi któregoś z moich 2 ulubionych kawałków: "The Drapery Falls" lub "Bleak", no ale nie możne mieć wszystkiego, i tak był to jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłam. Szkoda, że nie dorwałam żadnego plakatu, ale ostała mi się kostka Michaela, co bardzo sobie cenię :D
Solo Fredrika na gitarze i Michaela na wokalu + Deliverance:
Solo Fredrika na gitarze i Michaela na wokalu + Deliverance:
sobota, 14 marca 2009
Punky Reggae Wrocław 06.03
Zjawiłam się prawie punktualnie - jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że The Bill już gra. Nie czekając aż skończą, szybko z kumplem skoczyliśmy do szatni i poszliśmy pod scenę - dali dobry koncert, choć IMO za krótki. Później miała być przerwa, prowadzący bardzo zachęcał z resztą do pójścia na piwo co tez uczyniłam. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że można kupić Murphysa w plastikowym kubku...
Po uzupełnieniu płynów okazało się, że zaczyna grać Tabu - prawdę mówiąc średnio mi się podobało, jakoś strasznie dużo ich było na tej scenie, co w ogóle się nie przekładało na fajność muzyki (jak by nie mogli być oni pierwsi... bym nie żałowała tak tej chwili spóźnienia - choć nie wiedziałam wtedy jeszcze o najgorszym...) - potem zaczęło grać Farben Lehre - a mnie zaczęła nękać natrętna myśl (gdzie do k... nędzy Leniwiec? Przecież Widziałam, jak gdzieś się kręcili...) - ale po paru kawałkach chwilowo mnie opuściła - jako, że to był najlepszy koncert tego wieczoru - duży plus dla tych gości :) Potem grał Hurt - IMO z lekka omkle - owszem było parę fajnych starszych kawałków, ale te bolki i lolki itd jakoś nigdy mnie nie powalały. Jako ostatni grali Acidzi - widziałam ich już we Wrocławiu 3 miesiące tmu, do tego średnio pasowali do profilu imprezy, ale zawsze to miłe dla ucha a i klasa sama w sobie. No i uroczy był tekst Titusa: "Są jacyś ludzie z 1989?" (publika: jeeee) "I co, bzykacie już?" :)
Podsumowując - wieczór należał do Farben Lehre, The Bill też dał radę, choć publika nie dopisała a i występ stanowczo za krótki. Bardzo żałuję Leniwca - widziałam ich na żywo ostatnio 6 lat temu a zacna to grupa. Totalnie pomylona kolejność jak dla mnie. Dziwna jak dla mnie też była średnia wieku... czułam się jak emerytka, no ale cóż, starość nie radość. Pewnie za stara jestem też na takie oświetlenie, jak tam bylo (techniawkowy stroboskop bleee)
Nie znalazłam nic dobrej jakości na youtube, aczkolwiek jeden filmik jest nawet ciekawy, szczególnie, dobrze oddający początek koncertu kwasożłopów :D
Po uzupełnieniu płynów okazało się, że zaczyna grać Tabu - prawdę mówiąc średnio mi się podobało, jakoś strasznie dużo ich było na tej scenie, co w ogóle się nie przekładało na fajność muzyki (jak by nie mogli być oni pierwsi... bym nie żałowała tak tej chwili spóźnienia - choć nie wiedziałam wtedy jeszcze o najgorszym...) - potem zaczęło grać Farben Lehre - a mnie zaczęła nękać natrętna myśl (gdzie do k... nędzy Leniwiec? Przecież Widziałam, jak gdzieś się kręcili...) - ale po paru kawałkach chwilowo mnie opuściła - jako, że to był najlepszy koncert tego wieczoru - duży plus dla tych gości :) Potem grał Hurt - IMO z lekka omkle - owszem było parę fajnych starszych kawałków, ale te bolki i lolki itd jakoś nigdy mnie nie powalały. Jako ostatni grali Acidzi - widziałam ich już we Wrocławiu 3 miesiące tmu, do tego średnio pasowali do profilu imprezy, ale zawsze to miłe dla ucha a i klasa sama w sobie. No i uroczy był tekst Titusa: "Są jacyś ludzie z 1989?" (publika: jeeee) "I co, bzykacie już?" :)
Podsumowując - wieczór należał do Farben Lehre, The Bill też dał radę, choć publika nie dopisała a i występ stanowczo za krótki. Bardzo żałuję Leniwca - widziałam ich na żywo ostatnio 6 lat temu a zacna to grupa. Totalnie pomylona kolejność jak dla mnie. Dziwna jak dla mnie też była średnia wieku... czułam się jak emerytka, no ale cóż, starość nie radość. Pewnie za stara jestem też na takie oświetlenie, jak tam bylo (techniawkowy stroboskop bleee)
Nie znalazłam nic dobrej jakości na youtube, aczkolwiek jeden filmik jest nawet ciekawy, szczególnie, dobrze oddający początek koncertu kwasożłopów :D
niedziela, 22 lutego 2009
WTF?

Ale jak się głębiej zastanowić, to coś w tym jednak jest.
Pogańskie hordy wiedzione przez Vintersorga*
O brzasku, ponad bagnami i górami
Odważni Huskarlowie z północnej fortecy
Z płomieniem walki zakorzenionym głęboko w szpiku
*Pseudonim wokalisty ( "Zimowy smutek")
sobota, 21 lutego 2009
Chaos over Kraków
Pojechałam praktycznie dla Eluveitie. Dali radę - choć grali o wiele za krótko i zabrakło moich ulubionych kawałków. No ale jak się nie ma, co się lubi... I tak było warto. Tegernako na końcu było czymś, czego się najmniej spodziewałam. Na youtube znalazłam tylko jeden kawałek, niestety kiepskiej jakości, prawie nic nie słychać (Of fire, wind and wisdom):
Kreator dopełnił dzieła zniszczenia. Na żywo brzmią o 1000% razy lepiej, niż na albumach.
Kreator dopełnił dzieła zniszczenia. Na żywo brzmią o 1000% razy lepiej, niż na albumach.
niedziela, 15 lutego 2009
Fagmenty nowego singla Eluveitie
Wytwórnia zamieściła fraagmenty "Omnos" tutaj - na razie mało, żeby cokolwiek powiedzieć, jakość też średnia - ale... interesujące, wkręcające :)
A bilet na koncert w Krakowie już w dłoni.
A bilet na koncert w Krakowie już w dłoni.
piątek, 19 grudnia 2008
Enslaved - The Watcher
Jest to pierwszy profesjonalny teledysk Enslaved - no i od razu zaszaleli. IMO nawet troche za bardzo, aczkolwiek i tak jest zacny, jak utwór, i jak cała płyta z resztą (tfu, płyta nie jest tylko zacna, jest fenomenalna). A pomyśleć, że dłuższy czas omijałam Enslaved z daleka, sądząć, że to "jakieś kolejne norweskie szarpidruty" - wyrobiłam sobie mylną opinię na temat tego zespołu na podstawie paru kawałków ze wczesnej twórczości, a tu takie perełki teraz nagrywają. Nadrabiam zaległości.
A teraz o owcy.
W swoim czasie pewna norweska partia liberalna zasugerowała zalegalizowanie ściąganie muzyki (skoro już jest w internecie). Grutle Kjellson i Ivar Peersen z Enslaved rozszerzyli ten pomysł poza internet, zauważywszy analogi ęz pewnym wzgórzem po którym biegają sobie w samopas owce (należące tak BTW do lidera owej partii), stwierdzili więc, że "ściągną" sobie jakąś, żeby przyrządzić Fårikål (baranina w kapuście, "narodowe" danie Norwegów). Jednak owca nie została skonsumowana, a odwieziona do parlamentu, po drodze spacerując na smyczy po Oslo. Oto film:
A teraz o owcy.
W swoim czasie pewna norweska partia liberalna zasugerowała zalegalizowanie ściąganie muzyki (skoro już jest w internecie). Grutle Kjellson i Ivar Peersen z Enslaved rozszerzyli ten pomysł poza internet, zauważywszy analogi ęz pewnym wzgórzem po którym biegają sobie w samopas owce (należące tak BTW do lidera owej partii), stwierdzili więc, że "ściągną" sobie jakąś, żeby przyrządzić Fårikål (baranina w kapuście, "narodowe" danie Norwegów). Jednak owca nie została skonsumowana, a odwieziona do parlamentu, po drodze spacerując na smyczy po Oslo. Oto film:
niedziela, 7 grudnia 2008
AMV (powiedzmy...)
Dziś trafiłam na dwa absolutnie rewelacyjne filmiki.
1. Finntroll "Slaget Vid Blodsälv" + Tom & Jerry - idealna synchronizacja, świetnie pomyślane:
2. Korpikllani "Wooden Pints" + Swedish Chef - Piosenka jest zabawna sama w sobie, w połączeniu z Chefem, którego jestem fanką (szczególnie, jeśli chodzi o robienie donutów) powoduje rogal na twarzy. Trochę się geograficznie rozmija, ale Chef + Vintersorg ( duet o lepszej synchronizacji geograficznej) to już nie to.
1. Finntroll "Slaget Vid Blodsälv" + Tom & Jerry - idealna synchronizacja, świetnie pomyślane:
2. Korpikllani "Wooden Pints" + Swedish Chef - Piosenka jest zabawna sama w sobie, w połączeniu z Chefem, którego jestem fanką (szczególnie, jeśli chodzi o robienie donutów) powoduje rogal na twarzy. Trochę się geograficznie rozmija, ale Chef + Vintersorg ( duet o lepszej synchronizacji geograficznej) to już nie to.
wtorek, 11 listopada 2008
Budujemy nowy dom!
Jako, że pora w końcu wziąć się do roboty i porobić projekty, na zachętę:
Budujemy nowy dom,
Jeszcze jeden nowy dom
Naszym przyszłym, lepszym dniom
Warszawo.
Każdą pracę z nami mnóż
Każdą pracę z nami dziel
Bo to jest nasz wspólny cel
Warszawo.
Od piwnicy aż po dach
Niech radośnie rośnie gmach
Naszym snom i twoim snom
Warszawo.
Niech się mury pną do góry
Kiedy dłonie chętne są
Budujemy betonowy, nowy dom.
Już dość narzekań i gderań.
I tylko chciej i tylko spójrz
Jak rośnie w krąg:
Muranów, Mirów, Mokotów, Żerań
Wspólne dzieło naszych rąk.
Więc chodź i zakasz rękawy.
Do ręki kielnię bierz
I stawaj z nami tu.
Bo to dla niej,
dla naszej Warszawy
Tak codziennie, tak bez tchu.
Budujemy nowy dom,
Jeszcze jeden nowy dom
Naszym przyszłym, lepszym dniom
Warszawo.
Każdą pracę z nami mnóż
Każdą pracę z nami dziel
Bo to jest nasz wspólny cel
Warszawo.
Od piwnicy aż po dach
Niech radośnie rośnie gmach
Naszym snom i twoim snom
Warszawo.
Niech się mury pną do góry
Kiedy dłonie chętne są
Budujemy betonowy, nowy dom
A mp3 znajduje się tu
Budujemy nowy dom,
Jeszcze jeden nowy dom
Naszym przyszłym, lepszym dniom
Warszawo.
Każdą pracę z nami mnóż
Każdą pracę z nami dziel
Bo to jest nasz wspólny cel
Warszawo.
Od piwnicy aż po dach
Niech radośnie rośnie gmach
Naszym snom i twoim snom
Warszawo.
Niech się mury pną do góry
Kiedy dłonie chętne są
Budujemy betonowy, nowy dom.
Już dość narzekań i gderań.
I tylko chciej i tylko spójrz
Jak rośnie w krąg:
Muranów, Mirów, Mokotów, Żerań
Wspólne dzieło naszych rąk.
Więc chodź i zakasz rękawy.
Do ręki kielnię bierz
I stawaj z nami tu.
Bo to dla niej,
dla naszej Warszawy
Tak codziennie, tak bez tchu.
Budujemy nowy dom,
Jeszcze jeden nowy dom
Naszym przyszłym, lepszym dniom
Warszawo.
Każdą pracę z nami mnóż
Każdą pracę z nami dziel
Bo to jest nasz wspólny cel
Warszawo.
Od piwnicy aż po dach
Niech radośnie rośnie gmach
Naszym snom i twoim snom
Warszawo.
Niech się mury pną do góry
Kiedy dłonie chętne są
Budujemy betonowy, nowy dom
A mp3 znajduje się tu
czwartek, 30 października 2008
sobota, 18 października 2008
Not everyone likes metal...
Świetny filmik, który widziałam już dawno, i co jakiś czas wracam do niego.
Mój ulubiony gatunek to oczywiście vegetarian progressive grindcore, ale ostatnio oglądałam pewien dokument o norweskim black metalu... Jeśli lubimy czarny humor, to może być nawet zabawne. Ja już się gubię, kto tam kogo mordował. Z artykułów z wikipedii o członkach Mayhem:
Wygląda na to, że ludzie słuchający metalu to banda jakichś młotków... Przerzucam się na disco polo ;)
A tu znajduje się dokument
Mój ulubiony gatunek to oczywiście vegetarian progressive grindcore, ale ostatnio oglądałam pewien dokument o norweskim black metalu... Jeśli lubimy czarny humor, to może być nawet zabawne. Ja już się gubię, kto tam kogo mordował. Z artykułów z wikipedii o członkach Mayhem:
- On 8 April 1991, Ohlin committed suicide in the house owned by the band. He was found by Aarseth with slit wrists and a shotgun round to the head. The shotgun was allegedly owned by Aarseth. Ohlin's suicide note read "Excuse all the blood" and included an apology for firing the weapon indoors. Instead of calling the police, Aarseth went to a nearby store and bought a disposable camera to photograph the corpse, after re-arranging some items. Necrobutcher claimed that "I think Øystein was shocked by Dead's suicide, and taking the photographs was the only way he could cope with it." One of these photographs was later stolen and used as the cover of a bootleg live album entitled Dawn of the Black Hearts.
- 10 sierpnia 1993 Øystein Aarseth został dwadzieścia trzy razy pchnięty nożem przez Vikernesa (dwa razy w głowę, pięć w szyję i szesnaście w plecy). Vikernes, który został skazany na 21 lat więzienia, twierdził później, że Aarseth przewrócił się i upadł na szkło gdy uciekał przed nim.
- W 2003, gdy Vikernes odbywał wyrok w zakładzie karnym o obniżonym rygorze, uciekł z więzienia. Następnego dnia ciężko uzbrojony i w skradzionym samochodzie został złapany dzięki zorganizowanej akcji policyjnej.
Wygląda na to, że ludzie słuchający metalu to banda jakichś młotków... Przerzucam się na disco polo ;)
A tu znajduje się dokument
wtorek, 16 września 2008
All Nightmare Long
A już spisywałam Metallicę na straty. Kiedy usłyszałam pierwsze przecieki z nowego albumu machnęłam ręką - ale teraz jestem pozytywnie zaskoczona - tamte przecieki nie były wcale dla albumu reprezentatywne i stanowiły jego raczej słabsze punkty, im więcej słucham tym bardziej mi się podoba. Mieszane uczucia mam co do "Unforgiven III", być może ze względu na moje wygórowane wymagania (bardzo lubię I i II) - jakoś nie ma tego uroku co poprzednie części, ale być może po prostu muszę jeszcze parę razy przesłuchać, przetrawić, zbyt wiele tego dobrego na raz. Album to IMO kawał dobrej roboty. A oto utwór, który najbardziej przypadł mi do gustu:
Mam puszczony na "repeat", na dzisiejszą noc idealny.
Pojutrze oddaję promotorowi pracę.
Mam puszczony na "repeat", na dzisiejszą noc idealny.
Pojutrze oddaję promotorowi pracę.
piątek, 15 sierpnia 2008
Mezarkabul (Pentagram) - Bir
Przed wyjazdem postanowiłam sięzapoznać nieco z kulturą kraju, do którego się wybieram - no i całkiem spodobał mi się zespół używający w Turcji nazwy Pentagram, poza nią Mezarkabul (w USA istnieje inny zespół o tej nazwie). Jest to całkiem porządne heavy/power, często z folkowymi smaczkami. Zespół wydał 5 albumów, mnie najbardziej z tych co słyszałam podoba się "Anatolia" (1997) - akurat ten kawałek pochodzi z płyty Bir (2002).
Wracam za 3 tygodnie. No to Hoşçakal !!!
Wracam za 3 tygodnie. No to Hoşçakal !!!
wtorek, 12 sierpnia 2008
ARK - Just a Little
Kawałek z płyty "Burn the Sun" (2001) - drugiej, i niestety ostatniej płyty zespołu. Wokal Jorna Lande porównywany jest często do Davida Coverdale'a i Iana Gilgana - na długo zapada w pamięć. Jorna solo też lubię, ale jego dokonania z zespołem ARK cenię o wiele wyżej. Muzyka świetna technicznie, zróżnicowana stylistycznie, momentami w orientalnym, momentami latynoskim klimacie: na przykład "Just a Little" - progflamencometal? Ale technika to nie wszystko - z głośnków aż wylewają się emocje. W pamięć zapadają też pierwszy na płycie "Heal the Waters", tytułowy "Burn the Sun" czy "Missing you". A oto "Just a Little", który "chodzi za mną" od pewnego czasu:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

